• image
  • image
  • Jubileusz
  • image
Mój start w EZN

Początkowo prawie wszystkie lekcje w EZN prowadziłam w klasach Technikum 5-letniego i 3-letnim Technikum po ZSZ o specjalności elektryczna i elektroniczna automatyka przemysłowa. W pierwszych latach pracy w szkole uczyłam w klasach czwartych i piątych dwóch przedmiotów: elementów automatyki i podstaw teorii regulacji w wymiarze 3 godzin tygodniowo każdego przedmiotu. Wolnych sobót jeszcze nie było. 6 godzin tygodniowo przedmiotów teoretycznych w jednej klasie to niemałe wyzwanie.
Jakże inne były warunki pracy nauczyciela!
Programy nauczania trzeba było przepisywać osobiście – oczywiście ręcznie. W trzech pierwszych latach nauczyciel miał obowiązek oprócz rozkładu materiału nauczania posiadać szczegółowy konspekt – do końca września na cały rok. Rok szkolny dzielił się na cztery okresy, czyli dwa razy więcej niż obecnie wystawiania ocen okresowych, dwa razy więcej konferencji klasyfikacyjnych.
Ponieważ szkoła należała do Ministerstwa Przemysłu Maszynowego, to ranga nauczycieli przedmiotów zawodowych była bardzo wysoka. Mieliśmy obligatoryjny dodatek przemysłowy w wysokości 15% zasadniczego uposażenia.18-godzinny tygodniowy wymiar godzin zachęcał do brania nadgodzin. Praktycznie wszyscy etatowi nauczyciele przedmiotów zawodowych mieli nadgodziny. Znaczną ilość zajęć, zwłaszcza w pracowniach, mieli nauczyciele dochodzący. Stanowiliśmy odrębną, zwartą i solidarną grupę, na przerwach zaśmiewaliśmy się z dowcipów sytuacyjnych.
Przykładowo: do pokoju nauczycielskiego wchodzi nienagannie ubrany uczeń z czerwoną opaską na przedramieniu i ogłasza grzecznie: pan portier prosi pana profesora Skąpca do telefonu. Kierownik wydziału, pani Kira Szamkołowicz natychmiast odpowiada: powiedz panu portierowi, że pan inżynier Łakomiec skończył już lekcje i wyszedł ze szkoły. Salwa śmiechu wybucha dopiero po wyjściu dyżurnego.
Albo: na pytanie: z kim wasza klasa ma automatykę przemysłową? uczeń odpowiada: z panem inżynierem Bagiennym. A że uczył ich inżynier Jerzy Moczarny, przydomek przylgnął do Jurka na stałe. Ze mną uczniowie nie mieli problemu, nawet w rozmowach z dyrekcją szkoły mówili o mnie pani Zyta i często dziwili się, że to nie jest nazwisko. Imię zastępowało mi przezwisko. W gazecie elwrowskiej uczniowie napisali: Zyta Zachara – strach się bać. Pokazali mi ten tekst i czekali na moją reakcję. Śmialiśmy się serdecznie razem. Z czasem doczekałam się przydomka Impuls Diraca. Mnie się on bardzo podoba, a Wam?
Pierwsze hospitowane lekcje na zawsze zapadają nauczycielowi w pamięć. Jakieś dwa miesiące od początku roku szkolnego miałam 4 godziny bez przerwy pracowni podstaw automatyki z klasą trzecią Zasadniczej Szkoły Zawodowej w sali nr 18. Dowcipni chłopcy, skorzy do psot, dobrzy praktycy. Po dzwonku wydałam zestawy do ćwiczeń i zaczęłam sprawdzać sprawozdania, zaś uczniowie łączyli układy. Po chwili wszedł do sali Pan Dyrektor Pietrusiewicz z zeszytem formatu A4 pod pachą, pytając o opiekuna sali 18, czyli inżyniera Eidingera. Jeszcze nie przyszedł i nie wiedziałam, kiedy przyjdzie. Pan Dyrektor powiedział, że na niego poczeka i usiadł sobie dyskretnie w ostatniej ławce. Coś tam sobie pisał w swoim zeszycie, zerkał na zegarek, uważnie, acz dyskretnie przysłuchiwał się moim rozmowom z uczniami.
A ci stawali na głowie, żeby mnie przyłapać na błędzie lub niewiedzy. W końcu pewien Wiesiek (nazwiska nie pomnę) powoli odłączył obciążenie od opornicy suwakowej pracującej jako dzielnik napięcia i z niewinną miną głośno zapytał: dlaczego napięcie na suwaku wzrosło?
Spokojnie zapytałam, kto to potrafi wytłumaczyć? Cisza na sali, jak makiem zasiał.
Wzięłam kredę, narysowałam na tablicy uproszczony układ, pokazałam, że po odłączeniu obciążenia zastępcza rezystancja obciążenia rośnie, prąd pobierany z zasilacza maleje, spadek napięcia na szeregowej części opornicy maleje, a więc napięcie na wyjściu rośnie. Jeszcze jeden uczeń dostał 5 za poprawny wniosek: im mniejsza rezystancja obciążenie, tym bardziej napięcie „siada” i…
Zauważyłam wielkie ożywienie Pana Dyrektora. Wstał, podszedł do mnie, powiedział o swoim podstępie, pogratulował bardzo ładnie prowadzonych zajęć i wybrnięcia z trudnego pytania, podziękował uczniom i wyszedł. Uczniowie byli z nas bardzo dumni. Było to moje pasowanie na nauczyciela przedmiotów zawodowych w EZN.
Dlaczego o Panu Dyrektorze Pietrusiewiczu pisałam wielkimi literami? Bo był taką osobowością, o której wszyscy nie tylko pisaliśmy, ale i myśleliśmy przez P. Mam nadzieję, że tym krótkim opisem przybliżyłam Wam postać tego mitycznego dyrektora.

Dyrektor Tadeusz Pietrusiewicz w końcu lat sześćdziesiątych