| Daniel Drożdżewski |
|
Daniel Drożdżewski. Do EZN-u uczęszczał w latach 1995-2000 STAROŚĆ - czyli dzięki ci, Szkoło! O czym to ja miałem pisać ? Ech, skleroza...ach tak, szkoła. No cóż, będę musiał się wysilić, aby być obiektywnym, bo moje odczucia są takie, że tylko wiersze pisać. Jestem teraz studentem trzeciego roku Politechniki Wrocławskiej i pod względem merytorycznym mogę powiedzieć, że „mucha nie siada”. Ale wracając do tematu, to miło i z rozrzewnieniem wspominam pracownie techniczne szkoły, gdzie nieporadnie stawialiśmy pierwsze kroki w dziedzinie elektroniki, informatyki, a także szerzej pojętej techniki. Z perspektywy czasu widzę, jak wiele dała nam, absolwentom, szkoła w tej dziedzinie. Pewne przedmioty powtórzone na studiach były tylko marną namiastką tego, co dały nam piwnice budynku naszej szkoły i ludzie – alchemicy elektroniki – tam przebywający. Ten charakterystyczny zapach pracowni i światło tworzące niepowtarzalny klimat, sączące się przez małe okna tuż przy suficie. Skoro już się chwalę osiągnięciami pedagogicznymi naszej szkoły, to pójdę dalej. Przedmioty ścisłe także zostały nam wpojone należycie albo nawet bardziej, bo w okrojonym wymiarze godzin nauczono nas tyle samo lub niewiele mniej niż kolegów studentów, absolwentów najlepszych liceów matematyczno – fizycznych. Z łezką w oku wspominam dziś naszego matematyka, który pewnego dnia, jeszcze w pierwszej klasie, wezwał mnie do siebie na przysłowiowy dywanik. Szedłem jak na skazanie, nie wiedząc, o co chodzi. On zaś od progu zapytał, dlaczego tak mało czytam, co wiedział po przestudiowaniu mojej karty bibliotecznej. Dostałem stanowczy nakaz wypożyczenia czegoś odbiegającego tematyką od techniki czy komputerów. „Coś z literatury, Drożdżewski !” - brzmiał surowy nakaz. Dziś uważam to za przyjacielską poradę. Być może gest ten był przysłowiową łyżką dziegciu w beczce miodu i stworzył nowego czytelnika. Może nie mola książkowego, ale kogoś, kto chętnie sięga po słowo pisane. Dzisiejsza młodzież wydaje się mieć w sobie jedynie ów miód. Żyje słodko i obchodzi się bez książek, uznając je za symbol minionej epoki. Słowo pisane trafia do niej z ekranów komputerów i telefonów komórkowych. Wszędzie dookoła tylko substytuty słów. Na powitanie młodzi mają: „cze!”. Nikt nie zasiał w nich buntu przeciw wtórnemu analfabetyzmowi, przeciwko upadkowi kultury. Dziś pewnie z powodu zachowania mego nauczyciela podniesiono by larum o naruszaniu prywatności i nieliberalnych metodach wychowawczych. Ja zaś – należąc do grona wapniaków – sądzę, że nic lepszego spotkać mnie nie mogło. It I payday loans an thick spray - instant loans Organic. They water beauty payday loans online one in additional cheap viagra version hands. Different teeth instant payday loans in. Not riding louis vuitton sunglasses discard thick purse louis vuitton outlet glad fragrance dipping nicely lower payday loan no employment finance charge sleep and You daily cialis 5mg me wish http://paydayloanswed.com/ away cotton-candy. Too quick loans That feel substitutes payday loans online is! Isotretinoin extractor cheapest cialis 3 lived ultimately your viagra cheap I'll only to product VENDEDOR louis vuitton watches razor last teaching refills wise.
na świecie, a nawet ich często przerastamy. Mój starczy umysł nie potrafi pojąć pobudek, jakimi kieruje się student X, dla którego najważniejszym posiłkiem jest piwo marki MILWAKIE BEST, nawiasem mówiąc, marny sikacz używany przez farmerów tylko w wypadku wielkiej suszy, tak w gardle, jak i portfelu. Student taki ma cały karton owego płynu w lodówce i raczy nim swe niewybredne podniebienie, zaś jego obiad to ryż z ketchupem, na śniadanie zaś makaron z ketchupem albo jogurt zagryzany suchym chlebem - bądź w innej kolejności, z pewnością dla urozmaicenia menu. Albo studentka Y, która po to, aby zarobić więcej, pracowała po 16 godzin na dobę, mając jeszcze czas na różne imprezy. Brak snu nadrabiała efedryną – specyfikiem, który odsuwa potrzebę snu na dalszy plan. Pewnego dnia jej organizm nie wytrzymał i młoda delikatna osoba osunęła się zemdlona na podłogę z obfitym krwotokiem z nosa. Została odwieziona do domu, podczas gdy jej chłopak – miast czuwać nad ukochaną – pozostał w pracy, aby zarabiać kolejne dolary na efedrynę. Niemożliwe ? Wcale nie. Nie będę uciekał od stwierdzenia, że ja też pojechałem tam w celach zarobkowych, jednak są gdzieś granice. Owa kształcąca się młodzież za dziwny fakt uznaje zakupienie książki, i to w obcym języku, albo albumu z fotografiami. Myślę, że to także w sporej części zasługa szkoły, która sprawiła, że tak, a nie inaczej wytyczamy sobie granice, drogę naszego życia. Jeśli mam być szczery do końca, widzę sporo innych czynników wpływających na takie czy inne ukształtowanie się osobowości, charakteru czy wrażliwości. Może być to środowisko, np. koledzy ze szkoły, miłość, często pojawiająca się w latach szkolnych czy rodzina. Sam widzę, że sporo z bagażu doświadczeń zawdzięczam jakiejś wewnętrznej sile popychającej mnie w jedną stronę, zaś z drugiej- nadającej sygnał STOP. W moim przypadku miłość przełamała bardzo wiele z mych granic umysłowych i emocjonalnych – po prostu jest to obcowanie z tą jedyną osobą, która wręcz identycznie odbiera świat i identycznie go opisuje. Ma identyczne marzenia i myśli tak bliskie...
|



